W drugiej połowie września 2025 znowu pokonujemy samochodem trasę z Pucka na hiszpańską La Mangę.
Czwartego dnia podróży zbliżamy się do Pirenejów, mijamy ostatnie wioski i miasteczka leżące u podnóża gór. Tutaj Asasp-Arros.
Dolina Aspe, pirenejski łącznik między Francją a Hiszpanią, zwykle wita nas deszczem. Jak podają przewodniki, tutaj miał swoje schronienie ostatni zastrzelony w 2004 roku niedźwiedź. Obecnie jego populacja jest introdukowana.
Historyczna forteca chroniąca granicę, czyli Fort du Portalet znajduje się na wysokości 765 metrów na skale, górując nad rzeką Gave d'Aspe między gminami Etsaut i Borce.
Nasz ostatni nocleg w trasie to hiszpański Gran Hotel w górskim narciarskim kurorcie Jaca.
Po przyjeździe dobrze nam robi spacerek nową ścieżką ekologiczną, która powstała blisko domu.
Z plaży wyszliśmy na pływające molo.
Usiadłam na świeżo odmalowanej ławeczce. Niebieski kolor zdecydowanie lepiej tu pasuje :).
Nasza najbliższa plażowa knajpka Zankara jest najpiękniej położona i ma niepowtarzalny klimat. Dba o nią znajomy, Miguel.
Home sweet home…
Andrzej przywiózł sobie nowy komputer, a ja zyskałam dla siebie oddzielne stanowisko w drugim pokoju.
Przez całą Europę przewieźliśmy ten oto sekretarzyk, który zastąpił komodę i mam teraz fajne miejsce na swój laptop.
Na parapecie okna w łazience lądują zioła ;)
Owoce i warzywa mają tutaj bardzo intensywny smak i są naszym ulubionym pożywieniem.
Chętnie spędzamy czas na niewielkim zabudowanym tarasie, podziwiając piękne widoki, nawet te nocne.
Główna ulica wjazdowa do naszej urbanizacji – Avenida Playa Honda.
Zauważyliśmy, że w pobliskim (2 km) Cabo de Palos, gdzie zwykle robimy duże zakupy, rośnie nowy supermarket sieci Mercadona. Będzie jednym z największych w Hiszpanii.
Małe budki techniczne są tutaj pięknie ozdabiane.
Jesienią papugi mnichy budują gniazda na bogatych w daktyle palmach. Latają całymi eskadrami i głośno skrzeczą :D
Moja juka w Polsce kwitła w lipcu. Tutaj kwitnie późną jesienią.
Piękna strelicja.
A to jeden z kotków naszej sąsiadki z parteru. Gdy wyglądamy przez okno, uważnie nas obserwuje.
Ten kameleon znalazł się w wiejskim domu koleżanki, w Los Belones. Przenoszony na różne tła zmieniał kolory.
A tak odpoczywa pod naszym oknem najedzona kotka Banana. To jeden z dzikich kotów, które dokarmiamy, i które z daleka nas rozpoznają.
A to mama Banany, stare mądre kocisko. Przywieźliśmy im polskie kocie przysmaki.
Letnie rezydencje w porcie Cabo de Palos.
Usiedliśmy na kawę w portowej kawiarence.
Andrzej odmalował ściany na tarasie i patrząc na ten napis, znowu wspominamy nasz dom w Juracie.
W pierwszej połowie października wybrzeże Costa Calida nawiedziły ulewy.
Tutaj jeśli już pada, to porządnie. Zapowiadane jest zagrożenie powodzią.
Andrzej z sąsiadem założyli zaporę na wjeździe do podziemnego garażu, co skutecznie uchroniło go przed zalaniem.
W nocy najbardziej padało, na szczęście po doświadczeniu z roku 2019, mamy w Playa Honda nową kanalizację burzową i wielki podziemny basen retencyjny.
Służby ewakuowały pobliski kemping, któremu groziło zalanie. Oglądaliśmy to w telewizji oraz z daleka - przez okna. To plaża zdewastowana obok tego miejsca. (fot. Felipe G. Pagán – AytoCartagena)
Po sztormie i ulewie zobaczyliśmy totalnie zniszczony brzeg.
Pływające molo wylądowało na plaży…
Woda z morza zbrązowiała i przebiła się aż do deptaka.
Mniejsze i większe łódki zostały zepchnięte na mieliznę.
Po deszczu przyszła tęcza…
Inne ujęcie tej samej tęczy. Za wielkim kolorowym budynkiem jest nasz.
Po burzy służby od razu przystąpiły do czyszczenia ulic z błota, ...
... a pracownicy plażowi do sprzątania brzegu.
Na nowej ścieżce zainstalowano przyjemne ledowe oświetlenie.
Przyjechali córka i zięć. Spędzamy trochę czasu na plaży Cala Reona w pobliżu naszej miejscowości Playa Honda. Graniczy ona z wysokimi skalistymi wzgórzami.
Wspinając się trzeba zachować ostrożność, ale wysiłek jest tego wart.
Widoki z góry są spektakularne. Tu zaczyna się Szlak Geomineralny.
Jest to część chronionego przyrodniczego Regionalnego Parku Calblanque, enklawy bioróżnorodności.
Jest tutaj niesamowicie głęboka studnia, wybudowana w czasach minionej działalności górniczej.
Morfologia skał przypomina o istniejącej w dawnych epokach aktywności wulkanicznej. Czarne grafitowe łupki przeplatane są z paleozoicznymi kwarcytami.
Zachodni sektor Cala Reona na zboczach góry Atalayón to złoża tlenków żelaza z węglanami i siarczkami ołowiu, bogate w srebro.
Starożytni rzymscy górnicy drążyli poprzeczne chodniki od strony morza łącząc je z wykopami i w wydobyciu minerałów korzystali z energii oraz pianotwórczej aktywności morskich fal.
W Hiszpanii, tak jak u nas, Święto Zmarłych ma podniosły charakter i jest dniem wolnym od pracy. (fot. Felipe G. Pagán – AytoCartagena)
Cmentarze wyglądają inaczej, a pogoda w tym okresie jest letnia. (fot. @AytoCartagena)
Nasza córka Kasia spaceruje bulwarem, niezamierzenie reklamując na torbie swoje Studio Jogi w Gdańsku :).
Jest doktorem inżynierem, specjalistką z optoelektroniki i jednocześnie instruktorką jogi z międzynarodowymi uprawnieniami. Jesteśmy z niej bardzo dumni.
Ogród przy domu jest idealnym miejscem do uprawiana tego sportu.
Ponieważ muszę polecieć do Polski, Andrzej stawia na tarasie kamerkę i mogę oglądać zmieniający się widok za oknem.
Ładnie oświetlona przy przejściu na plażę restauracja „Coco & Melón” oraz zachodzące słońce tworzą malownicze obrazy, które zatrzymuję na pamiątkę.
Widok na baterię Jorel (Batería de Castillitos), fortyfikację obronną wybrzeża znajdującą się na Cabo Tiñoso w Kartagenie.
Pojechaliśmy obejrzeć to miejsce. Nasza Kona dzielnie wspinała się krętą drogą na szczyt góry.
Dawna fortyfikacja artylerii nadbrzeżnej znana jest również jako C-1.
Styl architektoniczny przypomina średniowieczny zamek, co nadaje jej unikalny wygląd.
Miejsce to jest też popularnym punktem widokowym, oferującym imponujące widoki na okoliczny rezerwat przyrody Sierra de la Muela, Cabo Tiñoso i morze.
Fortyfikacja została strategicznie umieszczona na wysokości około 250 metrów nad poziomem morza, w celu kontrolowania i obrony całej zatoki Kartageny.
Obecnie jest to atrakcja turystyczna, którą można zwiedzać bezpłatnie, a w jej skład wchodzą koszary, magazyny amunicji, tunele i stanowiska z gigantycznymi armatami.
Wieżyczka wartownicza to jeden z elementów budowli przypominającej średniowieczny zamek.
Takie wieeelkie te armaty…
Zrobiliśmy przystanek w mieście Mazarrón, fotka z portu.
Hołd dla rybaka z Mazarrón. Miasto ma długoletnią tradycję rybacką.
Spotkaliśmy w porcie biedną mewę ze złamanym skrzydłem, kręciła się blisko ludzi licząc na coś do jedzenia.
Na chwilę odpoczynku udaliśmy się do miejscowej lodziarni.
Zjedliśmy taki fajny gorąco – zimny deserek ;P
W pobliżu Mazarrón znajduje się niesamowita atrakcja regionu – stara kopalnia.
Teren kopalni jest ogólnodostępny, znajdują się na nim pozostałości budynków górniczych i rozległe wykopy.
Ziemia po działalności górniczej ma różne kolory i ukształtowanie.
Intensywnie czerwoną barwę dają tlenki żelaza, a wydobycie rudy odbywało się prawdopodobnie już przed naszą erą, w czasach Fenicjan.
Można tutaj zobaczyć pozostałości budynków zarówno po infrastrukturze gospodarczej, jak i przemysłowej.
Na terenie kopalni znajdowało się miasteczko i kościół.
Żółtawe odcienie powstały z siarczków żelaza, takich jak piryt. Wydobywano też rudy ołowiu, miedzi, cynku i srebra aż do połowy XX wieku.
Niesamowite marsjańskie krajobrazy oraz wiele barw ziemi sprawia, że opuszczona kopalnia jest miejscem, które warto zobaczyć.
Wróciliśmy na nasz teren. Zdjęcie na tle Morza Śródziemnego w Cabo de Palos.
To również Przylądek de Palos, z tyłu widoczna jest stara latarnia morska.
Niedaleko domu nie może zabraknąć gry w boule :).
Tymczasem za oknem, w listopadzie, odbywają się oliwkowe żniwa.
W odległości spaceru mamy rozległe solniska Salinas de Marchamalo.
Jest to miejsce, w którym okresowo bywają duże stada rzadkich ptaków.
My chodzimy tam obserwować różowe flamingi.
Wygodną ścieżką rowerową można podjeżdżać w różne rejony słonych rozlewisk.
Młode flamingi mają szary kolor piór.
Gdy czują się zaniepokojone, wydają odstraszające gdaczące i trąbiące niskie dźwięki.
Dorosłe flamingi w Playa Honda mają piękne, różowe ubarwienie piór. (fot. William Will, Facebook)
Ładne zbliżenie drugiego brzegu, gdzie zaczyna się sąsiednia urbanizacja - Mar de Cristal.
A to niezwykła chmura :).
Przepiękne niebo dzisiaj…
Takie obrazki zachwycają tutaj i mieszkańców, i turystów.
Dzisiaj różowo i fioletowo.
Jak zwykle, przegląd zdjęć kończę serią bajecznych zachodów słońca.
Mamy szczęście, że nasze okna wychodzą na tą stronę.
Ten zachód jest błękitny i chłodny.
Wysokie zasolenie laguny Mar Menor prawdopodobnie przyczynia się do powstawania takich wyjątkowych obrazów.