obiad w Ronneby, Szwecja

        z mojego stołu           

"Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem."
____________________________________________________________________________ Hipokrates

To takie przyziemne. Jedzenie, posiłki, gotowanie. Bez tego nie da się żyć, jest dla nas niesamowicie ważne. Jednocześnie, można z przygotowywania posiłków uczynić sposób na życie i tworzyć wręcz artystyczne dzieła. Mam mnóstwo zdjęć, głównie obiadków, które w natchnieniu sama skomponowałam i ze smakiem zjedliśmy. Korzystam z okazji, że jest to strona internetowa i zamieszczam na początek parę fotografii (zdjęcia kulinarne). Nie chcę tu jednak rozpowszechniać przepisów na przyrządzanie potraw. Ważniejsze wydaje mi się zdrowie, które w najwyższym stopniu właśnie zależy od tego ile i co jemy.

Większość z nas koduje sobie smaki z dzieciństwa jako te najlepsze i najwłaściwsze. Potem powielamy naszych rodziców i gotujemy prawie tak samo. Znam wiele domów, gdzie nic nie zmieniło się od lat - te same zupy, drugie dania, ciasta. Nie zastanawiamy się nad tym, czy są to dobre kompozycje, czy w obecnych czasach nadal są zdrowe dla naszego ciała, czy przypadkiem nie powodują tycia, albo nie zatykają naszych naczyń krwionośnych. Powielamy stare schematy i przyzwyczajenia. Zupa musi mieć oczka z wywaru mięsnego, a w drugim daniu na pierwszej pozycji jest mięso i ziemniaki. Taki nasz polski standard. Zaczyna się to na szczęście zmieniać, wiele osób wprowadza nowości, eksperymentuje, ale to niestety wciąż stosunkowo niewielka grupa. Generalnie ludzie jedzą tłusto, słodko i pochłaniają mnóstwo białka.

Stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie, z nudów przyglądam się produktom z koszyków. Widzę trzydziestoparoletnią mamę z wyraźną nadwagą, przy niej maluchy. Jakie zakupy? Dużo mięsa różnych gatunków, kiełbasy, 2 chleby, bułki, zafoliowane ciasta, kilka paczek chipsów, lizaki i oranżada w wielkiej plastikowej butelce... Warzyw i owoców - nie ma. Aż mi się ciśnie na usta: Kobieto, co ty robisz swoim dzieciom??? Gdzie błonnik, minerały, witaminy? To często powtarzający się widok, wystarczy się rozejrzeć, w sklepach od razu widać czym się odżywiamy. Maluch zajada chipsy już przy kasie, młodszy dostaje lizak. Te same mamusie można potem spotkać w przychodniach lekarskich z ciężko przeziębionymi dziećmi. Co tam słychać? Wymieniają porady dotyczące leków, którymi karmią swoje pociechy. Nauczone z reklam, usypiają dzieci środkami uspokajającymi, samodzielnie leczą chemikaliami katar i kaszel. A maluchy spożywają: chemiczne pożywienie takie jak chipsy, sztucznie zabarwioną wodę z cukrem i w nadmiarze szkodliwe związki - lekarstwa. Ktoś może się oburzyć, przecież obiadek też zjadają... No tak, ale sądząc z zawartości koszyków jest to ciężki kaliber: mięso zalegające i gnijące całymi dniami w jelitach, z brakiem warzyw - "błonnikowej miotły", która pomogłaby toksyczne resztki pozamiatać. Taki mały człowiek będzie dorastał z niedoborem witamin, alergiami, częstymi przeziębieniami, jeśli nie trafią mu się gorsze schorzenia. Będzie niespokojny, słabo się uczył i nie radził sobie ze stresami przedszkolnymi i szkolnymi.  Nie wykształcą mu się porządnie zęby, a te które wyjdą, będą próchniały. A ponieważ z tej samej tkanki zbudowane są kości, można sobie wyobrazić, że także i one nie będą mocne. Nieszczelne jelita, zaburzona odporność, choroby...

Ktoś tu pewnie powie: no to co mamy jeść, skoro wszystko jest zatrute, wszędzie związki chemiczne, a dużą fatygą i obciążeniem jest kupowanie żywności ekologicznej...? Zgadzam się, to wiemy wszyscy, skażone jedzenie - to truizm. Właściwie faktycznie nie mamy wyboru, musimy jeść żywność zanieczyszczoną: pieczywo - polepszaczami smaku, barwnikami, środkami przedłużającymi trwałość; mięso - antybiotykami, hormonami, lekami; mleko - martwe bez witamin i dobroczynnych bakterii; warzywa z pestycydami i nawozami. Większość z nas nie ma czasu na szukanie bio-żywności, a jeść trzeba. W dodatku regularnie i często - właśnie takie powszechnie dostępne,  nie-naturalne produkty. Jesteśmy coraz słabsi. Wynikiem takiego odżywiania są alergie, choroby jelit, krwi, nowotwory, zawały, jaskra, zaćma i wiele innych. Coraz częściej słychać o chorobach demencyjnych jako o wyniku "cukrzycy mózgu" i braku witamin z grupy B. Może ktoś zaoponuje: nie tylko jedzenie jest złe - winna jest także genetyka, dziedziczymy choroby po naszych przodkach. To prawda, ale nie do końca, bo skłonność genetyczna nie oznacza, że musimy zachorować. Pewne nasze geny z naszej winy (niewłaściwe odżywianie, używki) są zablokowane i nie produkują tego co trzeba, a z kolei inne z nich, właśnie zablokowania potrzebują (a my nie dostarczamy do tego właściwych substancji, np. witamin). Warto o tym poczytać ostatnim numerze Wiedzy i Życia. Możemy więc zadbać także o "genetykę" dostarczając sobie pożywienie o odpowiednim składzie i prowadząc właściwy tryb życia.

JEST CZĘŚCIOWE I PROSTE WYJŚCIE ZE ZŁEJ ŻYWNOŚCIOWEJ SYTUACJI. Wystarczy tylko trochę chęci i systematyczności. Skoro nic nie poradzimy na chemizację żywności, to przynajmniej możemy swoje posiłki właściwie komponować i wybierać takie, które są jak najmniej przetworzone. Na naszym talerzu powinny znaleźć się głównie warzywa. Na śniadanie, obiad i kolację. Gotowane i surowe. Do tego można dołożyć odrobinę białka. Może to być twarożek, jajko, kawałek mięsa wielkości pudełka od zapałek, albo ziarna roślin strączkowych. Łyżeczka oleju tłoczonego na zimno. No i mnóstwo przypraw z  kurkumą i pieprzem na czele. Właściwie nic więcej nie potrzeba... Mamy tak różnorodne warzywa, nie zjadajmy w kółko konserwowanych buraczków i ogórków. Na talerzu musi być urozmaicenie. Jeśli ktoś chce przytyć i bardzo potrzebuje tzw. "wypełniaczy", może dołożyć odrobinę ziemniaków, trochę kaszy do  obiadu, ale to wcale nie jest konieczne! Trzeba tylko spróbować i zmienić swoje przyzwyczajenia. Kto powiedział, że na śniadanie musimy jeść bułki z masłem i serem? Wcale tak nie musi być. To tkwi tylko w naszej głowie. Można zastosować robiącą karierę "dietę pudełkową", czyli zabierać do pracy na drugie śniadanie pudełeczko ze zdrowymi produktami zamiast kanapek. W moim domu od kilku lat nie używamy masła, rzadko kiedy pieczywo - i da się żyć, posiłki są bardzo smaczne. Muszę tu zrobić dygresję o wszelkiego rodzaju  tłustych smarowidłach, które udają masło. Obojętnie co mówią o nich reklamy, nie zjadajmy tych sztucznie wyprodukowanych "masełek". To chemicznie utwardzony roślinny tłuszcz z barwnikami i konserwantami. Nie ma nic wspólnego ze zdrową żywnością, nawet wówczas, gdy ma obniżać cholesterol. Reasumując: możemy posiłki komponować w lepszy, zdrowszy dla naszego organizmu sposób i na to mamy niezaprzeczalny wpływ.

Powinniśmy także zjadać rzeczy jak najmniej przetworzone. Zamiast czekoladowego batonika z orzechami, spróbujmy zjeść osobno: parę orzechów, trochę śmietanki posypanej proszkiem kakaowym, troszkę miodu. Też pyszne i słodkie, a jednak nie takie niezdrowe... A może ciasto? Niestety, jest produktem wysokotłuszczowym i przetworzonym z dużą zawartością cukru. Wykonane samodzielnie jest trochę zdrowsze od tego produkowanego na skalę przemysłową (gdyż w takim jest więcej środków chemicznych). Jednakże, każde ciasto nie jest dla nas zdrowe. Dlaczego je spożywamy? Uzależnia nas przyjemny smak. Chcemy do niego wracać jak najczęściej, chociaż przecież wcale nie musimy. Biała mąka, biały cukier i biała sól, to od dawna znane 3 trucizny niszczące nasz organizm. Unikajmy więc ciast. Wystarczy zjeść kawałek podczas jakiejś rzadkiej okazji. Nie wpadajmy w nawyk sobotniego pieczenia i odwiedzania cukierni. Nie zastawiajmy ciastami świątecznego stołu. Nasze komórki robią się niewrażliwe na insulinę, którą produkuje trzustka. Narząd ten może się wysilać do granic możliwości, a glukoza krążąca we krwi nie potrafi otworzyć drzwi i wejść do komórki, tam gdzie jest bardzo potrzebna. Cukrzyca gotowa, otyłość - jak w banku. Nie musimy sobie tego robić. Warzywa, chociaż to też głównie cukrowce, inaczej i wolniej rozkładają się w przewodzie pokarmowym i substancje odżywcze dobrze transportowane są do komórek.

Oba moje sposoby na zdrowsze życie drogą właściwego komponowania posiłków i jedzenia rzeczy nieprzetworzonych, sprawdzają się w praktyce. Dzięki nim zrzuciłam zbędne kilogramy i właściwie nie choruję. Omijają nas w domu przeziębienia, jesteśmy bardziej wytrzymali i nie czujemy ociężałości związanej z przejadaniem się. Zachęcam, naprawdę warto spróbować. Skoro już nie mamy dostępu do czystej i zdrowej żywności, to przynajmniej wykorzystajmy jeszcze taką inną opcję. Nasze zdrowie jest w naszych rękach, to my mamy na nie główny wpływ, więc dokonujmy dobrych wyborów... Chciałabym kiedyś zobaczyć malucha chrupiącego marchewkę! Z pewnością nigdy nie odwiedzi okulisty i ortodonty :)

22.03.2016