Anthony de Mello „Przebudzenie”
Dzisiaj chciałabym poświęcić trochę miejsca kontaktom międzyludzkim. Są one niezwykle ważne dla zachowania zdrowia i dożycia sędziwego wieku w pełnej sprawności. Wcześniej już pisałam o właściwym odżywianiu (produkty nieprzetworzone, naturalne, małe ilości i co jakiś czas głodówki) oraz o znaczeniu ruchu. Na trzeciej pozycji koniecznie muszę umieścić relacje z innymi.
Kontakty z ludźmi dla każdego z nas mają inną wagę. Prawdopodobnie osoby inteligentne i wykształcone dobrze się czują w samotności, potrafią sobie zorganizować czas i nie odczuwają braku towarzystwa, a czasami wręcz go unikają. Urodzony w Gdańsku niemiecki filozof Arthur Schopenhauer pisał kiedyś: „skłonność do towarzystwa pozostaje u każdego mniej więcej w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do jego wartości intelektualnej”... Nie jest to jednak regułą. Niektórzy z nas potrzebują bliskości drugiego człowieka, jak powietrza. Mówimy o nich, że są "z natury towarzyscy". Wiele zależy od sposobu wychowania i przyrodzonych nam cech genetycznych. Od przedszkola zaczynamy odczuwać przynależność do grupy oraz dostrzegamy, że jest nas po prostu wiele i mamy ze sobą jakieś relacje. W szkołach żyjemy w tłumie, witamy bliższych i dalszych znajomych, uczymy się zależności, współpracy w zespole. Drugi człowiek zaczyna być znaczący i potrzebny. Studia czy praca zawodowa, to wciąż trwanie w grupie ludzi, którzy są dla nas ważni. Stajemy się społecznym ciałem, w którym na zasadach biologicznego organizmu kolonijnego, każdy spełnia swoją wyznaczoną funkcję. Z czasem istnieją wokół nas ci ważniejsi i mniej istotni, a najbliższa staje się rodzina, z którą jesteśmy związani bardzo silnie, i która nas codziennie otacza.
Nadejdzie jednak dzień, kiedy już nie pójdziesz do pracy, a twoje dzieci założyły własne domy i właściwie nie jesteś im do niczego potrzebny. Dla ludzi starszych zaczyna się czas życia w spokoju, ale też często w samotności czy wręcz izolacji. Zdarza się, że nagła pustka uświadamia im, iż bez obecności innych ich trwanie nie ma już sensu. Zaczynają popadać w stan odrętwienia i depresji, co determinuje także następne kłopoty ze zdrowiem i bywa, że źle się kończy... Namiastką ludzkiego towarzystwa może stać się pies lub kot, ale to trochę za mało. Osoba nieśmiała, introwertyczna, radzi sobie kiepsko. Warto każdy swój dzień zaczynać z uśmiechem, choćby do lustra. Człowiek, który ze swojego najaktywniejszego okresu życia zdążył zaczerpnąć zainteresowania, pasje czy hobby i do nich się przyzwyczaił, z pewnością nie będzie odczuwał samotności. Ktoś, kto każdego ranka pozdrawia się z przyjaciółmi poprzez głupi, wysłany z tik-toka obrazek, będzie czuł się lepiej, bo otrzymuje komunikat: "jestem w pobliżu i o tobie pamiętam". Ktoś inny tworzy sobie znajomych fikcyjnych, gdy oglądając w telewizji mydlane seriale, zapuszcza się w świat własnej wyobraźni. Seniorzy czasem 'odwiedzają' swoje koleżanki i kolegów prowadząc długie telefoniczne rozmowy i to wydaje się dobrym pomysłem, jeżeli zdrowie już niedomaga i trudno im wychodzić z domu. Jednak nie każda starsza osoba zda sobie sprawę z tego, że winą jej złego samopoczucia jest brak kontaktów międzyludzkich. Nie znając przyczyny swoich dolegliwości, nie próbują niczego zmienić. Dziwaczeją, płaczą w kąciku, robią się zgorzkniali i złośliwi, a z pamięci wyciągają najgorsze wspomnienia i obwiniają wszystkich za swoje nieudane, schorowane życie. Tacy ludzie nie szukają sobie zajęć, a nawet przestają dbać o higienę, bo przecież nie ma już dla kogo się starać...
Wystarczy jednak zrobić tylko jeden krok, wysłać jeden konkretny komunikat i swoją sytuację można poprawić. Spróbować pogadać z dalekim znajomym, z dawną koleżanką, czy choćby zacząć malować, pisać, zainteresować się polityką albo światem przyrody, nabrać pozytywnego stosunku do życia. Można, mając dużo czasu, uporządkować szuflady, posegregować stare zdjęcia lub w końcu ruszyć się z domu i porozmawiać z napotkaną osobą. Dzień wówczas zostanie spędzony aktywnie, zdrowo, bez poczucia samotności. Kiedyś oglądałam w telewizji reportaż o życiu stuletniej Japonki z Okinawy. Mój zachwyt był tak wielki, że zapamiętam ją na zawsze. Starsza pani, drobna, szczuplutka, od młodych lat codziennie dreptała do swojej pracowni, w której tkała na krosnach dywaniki. Była sprawna, wesoła i czuła się potrzebna. Odwiedzali ją tam klienci, sąsiedzi, a nawet filmowcy. W jej życiu ciągle coś się działo, nie pozostawała bierna i chociaż już dawno nie mieszkała ani w gronie rodziny, ani w grupie znajomych, to jednak nie dokuczała jej samotność i izolacja. Wciąż jej się chciało trochę wysilać i wychodzić z domu - z pewnością dzięki temu była zdrowa mimo zaawansowanego wieku oraz szczęśliwa.
Jesteśmy więźniami swoich nawyków i przyzwyczajeń. Nasze starzejące się ciało i umysł ściągają nas na łatwiznę: dzisiaj poleż, poleniuchuj, zjedz coś słodkiego, bo co tam, nic już przecież nie musisz. Nie poddawajmy się tym prymitywnym sygnałom, zróbmy wysiłek aby zmienić swoje najgorsze nawyki (to niestety wymaga wysiłku, niewygody i uporu), a jeżeli czujemy się opuszczeni, sami aktywnie poszukajmy drugiego człowieka. Amerykański podróżnik John P. Strelecky w jednej ze swoich motywujących książek napisał: „Czasami, kiedy się tego najmniej spodziewasz - i być może kiedy tego najbardziej potrzebujesz - lądujesz w nowym miejscu, w towarzystwie nowych ludzi i uczysz się nowych rzeczy”. Niech ta myśl zachęci wszystkich samotnych do wykonania pierwszego kroku.
17.01.2025