bulwar

  bulwar w Playa Honda


"W psychologii podróżnej mówi się, iż wrażenie podobieństwa dwóch miejsc jest wprost proporcjonalne do odległości między nimi. To, co blisko, nie wydaje się do siebie podobne, wydaje się obce. Często największe podobieństwa odnajdujemy - mówi psychologia podróżna - na odległych krańcach świata."

Olga Tokarczuk   "Bieguni"

„Znaleźć się w odpowiednim momencie i odpowiednim miejscu, wykorzystać okazję, chwycić chwilę za grzywkę, wtedy szyfr zamka zostanie złamany, kombinacja cyfr do wygranej – odkryta, prawda – odsłonięta. Nie przegapić, surfować po przypadku, zbiegu okoliczności, zrządzeniach losu. Nic nie potrzeba – wystarczy się tylko stawić, zameldować w tej jedynej konfiguracji czasu i miejsca."
____________________________________________________________ Olga Tokarczuk - „Bieguni"

            Mój mąż od urodzenia (1957) mieszkał w Juracie, w starej przedwojennej willi położonej przy plaży, nad Zatoką Pucką (zdjęcie 1). Ja zaczęłam tam regularnie przyjeżdżać odkąd ukończyłam 18 lat, jeszcze w liceum, kiedy zostaliśmy parą. Mieszkałam po drugiej stronie zatoki, ale Półwysep Helski, tak jak dla wielu turystów, także i dla mnie był miejscem magicznym. Od dziecka jeździłam tam na plażę i dłuższe biwaki. Dużo później, ciepły, rodzinny dom moich teściów, w którym nikt się nie śpieszył i niczego nie wymagał, dawał mi azyl i wytchnienie od spraw zawodowych. Gdy w latach 90-tych postawiliśmy po sąsiedzku jeszcze swój własny dom (zdjęcie 2), moje życie na stałe związało się z brzegiem morza, plażą i sosnowym lasem. Przez ponad 40 lat, w każdy weekend wyjeżdżaliśmy z Pucka do Juraty i choć to tylko 40 minutowa odległość, czułam się tak, jakby to był koniec świata - miejsce, w którym czas biegnie w zupełnie innym tempie. Po śmierci moich teściów (w 2007 i 2009 roku), a także jeszcze później - po sprzedaży naszego domu w Juracie (decyzja z rozsądku w 2016) poczuliśmy nie tylko tęsknotę, ale też pragnienie, aby jak najszybciej czymś go zastąpić.

              Wybór padł na Hiszpanię. Cieplejsze morze, nowe wrażenia i nowe wyzwania. Akurat kończyliśmy 60 lat i stwierdziliśmy, że nadszedł czas pomyśleć o sobie i emerytalnym etapie życia... Andrzej, po zwycięskiej kilkuletniej walce z nowotworem już wtedy intensywnie ćwiczył na świeżym powietrzu i nauczył się pływać na desce windsurfingowej (zdjęcie 3). Zaczęliśmy marzyć o miejscówce z dostępem do morza podobnego do Zatoki Puckiej. Któregoś wieczoru, jadąc palcem po mapie od lotniska w hiszpańskim Alicante, dotarliśmy do zatoki (a właściwie bardziej zamkniętej - laguny) Mar Menor. Nazwa identyczna jak niegdyś nasze puckie Małe Morze... to było wielkie geograficzne odkrycie! (zdjęcie 4) Zaczęliśmy się poruszać wzdłuż brzegu za pomocą ludzika z Google Maps i zwiedzać kolejne miejscowości. Gdy dotarliśmy do Półwyspu La Manga (zdjęcie 5), już wiedzieliśmy, że chcemy przebywać tylko tam. Było tak wiele analogii z naszą zatoką i Bałtykiem, że bez wahania podjęliśmy decyzję. Szukaliśmy miejsca dogodnego do windsurfingu i w związku z tym, mieszkania z jakimś schowkiem na sprzęt, znajdującego się w linii brzegowej. Wybraliśmy osadę znajdującą się w kącie zatoki Mar Menor i Półwyspu La Manga - urbanizację Playa Honda. Niektóre środowiskowe cechy, takie jak klimatyczne letnie rezydencje i dużo zieleni, zbliżały ją do Juraty. Zdalnie zrobiliśmy przegląd ofert z biur nieruchomości. Ceny mieszkań i opłat okazały się podobne do tych w Pucku, więc rozsądny zakup wydawał się w naszym zasięgu. Widzieliśmy na fotografiach wielu pływających tam wind- i kitesurferów (zdjęcie 6). Postanowiliśmy sprawdzić wszystko na miejscu. Wynajęcie lokum na tygodniowy urlop nie jest teraz żadnym problemem, internet umożliwia wszystko. Polecieliśmy samolotem do Alicante, a stamtąd jeszcze godzinkę wynajętym samochodem. Dotarliśmy w środku nocy do mieszkania, w którym pobyt zaważył na naszej późniejszej decyzji. Klucze odebraliśmy ze skrytki, a po wejściu do środka od razu się zorientowaliśmy, że przytulny apartament wynajmują nam Szwedzi. Mieszkaliśmy tam tylko tydzień, ale w tym czasie zdążyliśmy obejrzeć kilka ofert w różnych lokalizacjach. Wybór padł na dwupokojowy apartament położony piętro niżej, w tej samej klatce schodowej :) W całej urbanizacji (w Polsce mówimy raczej "w osadzie") nie znaleźliśmy bardziej dogodnego miejsca.

             Apartamentowiec o nazwie "Verdemar II" położony jest przy samej plaży Małego Morza (zdjęcie 7). Jest ogrodzony, doglądany, ma basen i eleganckie patio z leżakami (zdjęcie 8). Przy naszym domu nad brzegiem laguny zaczyna się bulwar, którym można dojść aż do Morza Śródziemnego. Po drodze są piękne krajobrazy, saliny, roślinność słonolubna, flamingi... mam świetną ścieżkę przyrodniczą do codziennego nordic walking (zdjęcie 9). Kiedy to piszę, już trzeci rok jeździmy nad Mar Menor i coraz bardziej upewniamy się, że to był dobry wybór. Szczęśliwie kupiliśmy mieszkanie nie wymagające żadnego remontu, częściowo świeżo umeblowane. To nam oszczędziło wielu dodatkowych przedsięwzięć i kosztów. Dorota Szelągowska powiedziałaby pewnie, że apartament był urządzony "w stylu Hamptons" - wszystko biało-turkusowe i marynistyczne. Postarałam się podtrzymać ten trend (zdjęcie 10), (zdjęcie 10a). Narożne miejsce garażowe umożliwia nam przechowywanie sprzętu sportowego i żagla bez jego zwijania (zdjęcie 11). Podróżując kilka razy przez Europę swoim samochodem (zdjęcie 12), zawieźliśmy do Playa Honda mnóstwo drobiazgów, które były w naszym domu w Juracie: od pamiątkowych obrazów i dekoracyjnych bibelotów, po naczynia i Andrzeja narzędzia. Także rowery, sprzęt do pływania i wszystko to, co niewygodnie było transportować samolotem. Od razu na tarasie przykleiliśmy kafelki tworzące napis "Casa Jurata" (większość mieszkań i domów ma tam swoje nazwy) (zdjęcie 13). Dla nas jest to właśnie druga Jurata, bo każda rzecz, którą zawieźliśmy ma swoją historię, duszę i "mieszkała" kiedyś w domu na Półwyspie Helskim.

dalej laManga2