Gabor Maté – kanadyjski lekarz, autor książek
W ubiegłym stuleciu O. Andrzej Czesław Klimuszko pisał o wpływie środowiska i najbliższego otoczenia (z urządzeniem mieszkania i ubiorem włącznie), na zdrowie człowieka. Zauważał także zależność występowania u ludzi pewnych chorób od miesiąca urodzenia i podkreślał wysoką odporność tych, którzy przyszli na świat latem. Nasz skomplikowany i wrażliwy organizm jest niezwykle czułym odbiornikiem reagującym na wszelkie czynniki otoczenia, sposób odżywiania i stres. Dzisiaj chciałabym trochę dodać. Rozwijająca się psychoneuroimmunologia jest dokładnie tym, co było nienazwane i wręcz lekceważone, gdy studiowałam medycynę na przełomie lat 70/80 ubiegłego wieku (i pokutuje w leczeniu do dzisiaj), a co wówczas wyczuwałam intuicyjnie.
Większość starszych i doświadczonych lekarzy już wie, że lecząc jeden narząd, a nawet cały ich układ, nie osiągną spektakularnych sukcesów. Długoletnia praca z pacjentami siłą rzeczy narzuca statystyczne informacje o skuteczności terapii. Wynik leczenia okazuje się być uzależnionym od kondycji psychicznej i fizycznej całego organizmu, a nawet od osobowości. Jeśli pacjent jest pesymistycznie nastawiony, mentalnie wyczerpany, depresyjny, nigdy nie można być pewnym dobrego rokowania. Obserwowałam także pracę młodszej generacji medyków, którzy słuchają, ale nie słyszą co mówi chory (niekiedy nawet na niego nie patrzą), bo przygotowani zostali do rozpoznawania chorób według szablonowych procedur i skupienia na analizie parametrów. Działają jak zaprogramowana maszyna diagnostyczna i właściwie dałoby się ich zastąpić programem komputerowym. Nie chcę generalizować, ale można się teraz natknąć na skrajności. Także lekarze o wąskich specjalizacjach, rzadko biorą pod uwagę inną część ciała niż ta, która ich zajmuje i mając kilkanaście minut dla pacjenta, nie wykazują zainteresowania lekami przepisywanymi przez innych, a już tym bardziej kondycją psychiczną chorej osoby i wpływem otoczenia na jej stan. Mam wrażenie, że tylko endokrynolodzy widzą organizm szerzej. Dopóki to się nie zmieni, medycyna zachodnia wciąż będzie ubogim bratem tradycyjnej wschodniej, która leczy całość istoty ludzkiej.
Gdy wymagania przekraczają możliwości organizmu, reaguje on nadmiernym stresem. Zjawisko to opisał już w 1956 roku kanadyjski endokrynolog Hans Seyle. Zaadaptował słowo stres, pierwotnie oznaczające nacisk lub naprężenie sprężyny w fizyce, do opisu reakcji biologicznej. Seyle pozostawił po sobie niezliczoną ilość badań i uważamy go za ojca tego zagadnienia. Odkrył, że pod względem fizjologicznym narażone są najbardziej trzy obszary: układ hormonalny, pokarmowy i odpornościowy. Popularnie kojarzymy stres z napięciem czy rozdrażnieniem nerwowym powstałym na skutek jakiejś sytuacji. Tymczasem, dla organizmu jest to ciąg mierzalnych zjawisk fizjologicznych i biochemicznych zachodzących w mózgu, krwi, układzie dokrewnym oraz immunologicznym. Co więcej, jeśli jesteśmy poddawani stresorom od wczesnego dzieciństwa (nawet tego nieuświadomionego), wówczas nasze ciało przyzwyczaja się do podwyższonego poziomu takich substancji jak adrenalina czy kortyzol i z ewentualnym obniżonym ich poziomem czuje się niepewnie. Nie reagujemy świadomie gdy autonomiczny nerwowy układ współczulny ustawia nasz organizm w tryb gotowości do ucieczki, walki albo przetrwania i stanu ciągłej mobilizacji. Nie odnotowujemy rozszerzonych źrenic, przyspieszonego oddechu, bicia serca oraz wielu innych parametrów. I często, zajęci gnębiącymi myślami, nie odczuwamy żadnych zmian zachodzących w ciele, kiedy trwają one już długo. Tymczasem umacnia się zachwiana równowaga z przeciwstawnie działającym układem przywspółczulnym, co nie pozostanie bez konsekwencji. Nasze mikroskopijne „mózgi komórkowe” jak określił błony komórkowe amerykański profesor Bruce Lipton (o którym już pisałam w ‘Placebo nocebo’ ), robią swoje.
Rozwijająca się psychoneuroimmunologia (niektórzy stosują szersze pojęcie psycho-neuro-immuno-endokrynologia) oparta o nowoczesne narzędzia i wiedzę, stara się teraz precyzyjniej opisać ciągi zjawisk zachodzących od naszych odbiorników - receptorów zmysłowych, poprzez mózgowie (podwzgórze, przysadka) wygenerowane efekty hormonalne i oddziaływania odpornościowych komórek krwi - na chorobach autoimmunologicznych, neurodegradacyjnych, czy nowotworowych kończąc. Mamy już dokładne obrazy z elektronowych mikroskopów transmisyjnych i skaningowych, otrzymujemy też informacje o nowo odkrytych biochemicznych mediatorach, dostrzegamy coraz wnikliwiej wpływ powiązań neuronalnych, a więc w końcu zaczęliśmy doceniać rolę stymulowania psychicznego na powyższe oddziaływania i procesy.